Perełka – maleństwo – udało się! Perełka uwierzyła i … znalazła szczęście :)

03.02.2012r.
No i stało się
Duża, co odwiedziaął Perełkę porwała ją już na zawsze
zobaczcie
cuda się zdarzają – o tak :)

A teraz Perełka mieszka wraz z Dużą i Dużym Kotem Franiem

i się kochają – :)

Czytaj calosc

11.02.2012 Centralne Muzeum Włókiennictwa – kolejny Kiermasz – zapraszamy!

„Małe cosik z wielkim sercem” + Marmurkowe serce + Kiermasz Kobiecy = WNM

Zgodnie z zapowiedziami, na przedwalentynkowym Kiermaszu Kobiecym chcemy pokazać, że temat miłości i dawania nie ogranicza się tylko dokupowania misiów z serduszkiem (chociaż ich wrogami, jako żywo, nie jesteśmy!). Specjalnie na lutową edycję KK zaplanowaliśmy dwie akcje, które pozwolą nam i Wam podzielić się sercem i emocjami w nieco nietypowy sposób :)

więcej informacji pod linkiem

http://www.muzeumwlokiennictwa.pl/wydarzenia-specjalne/1/279,kiermasz-kobiecy.html

My tymczasem zapraszamy serdecznie do odwiedzenia naszego stoiska podczas Kiermaszu Kobiecego – będziemy rozmawiać o kotach, sprzedawać nasze gadżety, ze sprzedaży którym ratujemy bezdomne koty. Zbieramy takze koce, kołdry, ciepłe materiały i wszystko to czym możemy pomóc naszym braciom mniejszym w tych trudnych, zimnych dniach. Liczymy na Was!

Marmurkowe serce – dotyczy ściśle naszych mniejszych braci żyjących w podłódzkich schroniskach. – kontynuuje Nowakowska. – Przy wsparciu KOTYliona i Sylwii Czerniak organizujemy wielką zbiórkę karmy i ciepłych tkanin, które zostaną przekazane najbardziej potrzebującym zwierzętom. Przydadzą się puszki i paczki z karmą, makarony, koce, ręczniki, prześcieradła, poduszki oraz kołdry. Chodzi o to, by zwierzakom ze schronisk nie było głodno i chłodno.

Kołdry, koce, poduchy i inne tekstylia – na wagę złota – dla schroniska!

Kochani – apelujemy o przywożenie kocy, kołder, poduch, dywaników i ciuchów do łódzkiego schroniska – każdy materiał na wagę złota – Pamiętajmy, że bawełniane koszulki, bluzy, kurtki są teraz potrzebne jak nigdy wcześniej – nigdy tego nie jest za mało!

Często ludzie pytają nas czy rzeczy mają być nowe – nie, nie muszą, to wszystko co macie w szafie a jest z naturalnych tkanin możecie śmiało zawieść na Marmurową 4 w Łodzi – rzeczy mogą być z dziurkami, poplamione – nie ma to znaczenia – wszystko posłuży do wyściełania kojcy, bud, podestów – podajcie dalej

Diego. Cuda się zdarzają ;)

Cuda się jednak zdarzają.
Dowodem na to jest Diego:)
Ale bez odpowiedniej opieki, dobrych leków, karmienia,  cudu chyba by nie było…
Wiele pracy i serca zostało włożone w jego wyzdrowienie.

    

    

Diego ma jeszcze trochę problemów – katar, wysokie leukocyty, jakiś grzybek się też przyplątał po antybiotykach…
Ale widać, że ma się chłopakowi na życie:)
Mamy nadzieje, że najgorsze za nami !!!

Już mnie gardło nie boli.  Zobaczcie!

Życie jest w dechę ;) Dziękuję Wam wszystkim !!!

Diego już za chwilę opuści lecznicę i przeprowadzi się do domu tymczasowego do Asi – nie musi być już hospitalizowany – przed nim dalszy proces leczenia. Nam jednak uśmiechają się gęby jak widzimy jak uwierzył w siebie, jak nabrał chęci do życia, jak postanowił zostać tutaj z nami – to dzięki Państwa pomocy możemy pomóc mu dojść do zdrowia zupełnie i znaleźć dom. Dziękujemy, z e jesteście z nami i pomagacie!

 

 

Bracia Hasanowie i Szczoch – ferie w Łodzi

Czy ktoś jeszcze pamięta trzy urocze kocurki z Sokolnik, których losy były opisywane na naszej stronie:  http://kotylion.vot.pl/?p=1802 ?

Oto dalsze ich losy.

Sytuacja się gwałtownie zmieniła. Po różnych kombinacjach opieki, koty na działce do tej pory karmiła ich poprzednia opiekunka (ta z której spalonej działki przeniosły się na działkę p. Teresy) Niestety, sprawdziły się nasze obawy o kruchość tego rozwiązania. Pani i jej towarzysz, jak to się ładnie mówi,  „poszli w tango”. I nie to, że nie było rozwiązania alternatywnego, była umówiona osoba, która „w razie wojny” będzie koty doglądała raz dziennie. Niestety, nikt nie brał pod uwagę aż takich mrozów gdy jedzenie i woda momentalnie zamarzają. Koty przyzwyczajone do tej pory do dwóch ciepłych posiłków mogłyby tego czasu nie przeżyć.
Podjęłyśmy z Ewą no i z p. Teresą jedyną w tej sytuacji decyzję – w poniedziałek koty przyjechały do Łodzi. Wiele nie możemy im zaoferować, zamieszkały w klatkach, w hoteliku. Mają ciepło, jedzenie (p. Teresa dała im solidną wyprawkę) tylko miejsca mało – wypuszczane są tylko na czas karmienia i sprzątania klatek, nie jest do dużo, ale niech nie marudzą. Nic lepszego w perspektywie zamarznięcia na działce nie mogłyśmy im znaleźć tak na szybko. „Na wolno” też jak widać się nie dało, koty są ogłaszane non-stop od września ubiegłego roku, czego efektem były raptem dwa mało rokujące telefony i to na dodatek z dalekich zakątków Polski.
Dziś korzystając z okazji, że koty są pod ręką byłyśmy je zaszczepić przeciwko wirusówkom i wściekliźnie. Kociska piękne, wypasione, ubrane w zimowe solidne futra. 5,3; 5,6 i 6 kg żywych przytulanek. Bracia Hasanowie – na oko nie do rozróżnienia (mimo  30 dag różnicy w masie) różnią się charakterami – jeden wywala natychmiast brzuch do miziania, drugi dopiero po chwili głaskania.  A Szczoch jak to Szczoch – głaskaj mnie, miziaj, a ja będę mruczał aż się będę zachłystywał z tego mruczenia. Po pierwszym szoku w klatce koty jedzą już bez zahamowań (czyli sporo…), korzystają z kuwet jakby robiły to od zawsze – Szczoch też!!! I na razie nie okazują, ze im się nudzi i, że ciasno, że do domu daleko.
Powoli przestaję się łudzić, ze znajdziemy dla nich domy. Po tej największej fali mrozów wrócą do Sokolnik i będziemy się martwić następną zimą.

Mika i Rysio – koty Pani Zofii wciąż nie mają nowego domu…

Basi i Kubusiowi się udało. Mają nowy dom.
Mika i Rysio wciąż czekają.
Pani Zofia źle się czuje i powinna iść do szpitala… ale odkłada to ze względu na koty. Nie ma siły się nimi zajmować ale też nie ma serca ich zostawić, póki nie będzie widziała, że są bezpieczne…
Przypominamy więc o tych młodych zadbanych kotkach, które mogą lada dzień trafić do schroniska lub zostać na dworzu skazane tylko na siebie…

Rysio                                Mika

       

Hotelik znów ma lokatorów – Tygrysek i Pompon

Aktualizacja 31.01.2011

Kociaki zdrowieją w hoteliku, po drugim ataku kociego kataru nie ma już praktycznie śladu, w poniedziałek zostały zaszczepione, wcześniej zostały drugi raz odrobaczone. niestety, okazało się, że młodzieńcy mają grzybicę, no cóż, antybiotyki maja wady i zalety… Z grzybem tez damy rade zawalczyć.
Trochę się zsocjalizowali – burasek – Tygrysek nie syczy przy próbie pogłaskania, zabrany na ręce wtula się i przysypia, Pompon, zwany przez Ewę Brudasem jeszcze syczy jak wyciąga się do niego rękę, ale nie atakuje, nie drapie, po prostu nie jest zachwycony poufałością.
Po takim czasie w hoteliku już nie ma mowy o wypuszczeniu ich na dwór, musimy zacząć szukać im domu. Tylko takiego, który poświęci czas na socjalizowanie chłopaków. Miały wprawdzie trafić do normalnego DT, ale okazało się, że ten dom, nie dość, ze pracuje i studiuje (czyli opiekunki praktycznie przez cały dzień nie ma w domu), to na dodatek krucho stoi finansowo, więc gdyby tfu, tfu, coś się znowu zaczęło dziać z malcami zdrowotnie to i tak pewnie wróciłyby pod naszą opiekę.
Nie łudzę się, że znajdziemy dom dla dwupaku, ale mimo wszystko napiszę: najchętniej wydamy ich razem. Pompon – Brudas przed oddaniem zostanie wykastrowany, żeby nikomu nie przyszło do głowy mieć slicne malutkie sjamskie kotecki :evil: , oczywiście to samo dotyczy Tygryska, ale chcemy jak najdłużej poczekać by „nabiał” osiągnął odpowiednie rozmiary :wink: .

********

Późną jesienią zeszłego roku zgłosiła się do nas Hanka, dziewczyna z dalekiego Teofilowa. Chciała pożyczyć klatkę łapkę by połapać na zabiegi dzikie koty z parkingu. Połapała, klatkę oddała. Teoretycznie temat zamknięty. Jednak przy kotach teoria nie działa.
Zadzwoniła kilka dni temu, że wypatrzyła gdzieś maluchy, a raczej podrostki, oczywiście zasmarkane na maksa i czy możemy jakoś im pomóc. No możemy – w weekend dwa kotki trafiły na przegląd do lecznicy. Dwóch braci w wieku ok. 4,5 miesiąca. Oczywiści koci katar w natarciu. Dostali antybiotyk, standartowo odpchlenie, odrobaczenie no i oczywiście zamieszkali w hoteliku na dalsze leczenie. Kotki wydawały się początkowo zupełnie dzikie, syczały przy próbie dotknięcia. Wydaje nam się jednak, że w tym syczeniu jest głównie strach przed ręką, a nie agresja dzikiego kota. Trochę ludzkiej cierpliwości i wyjdą na koty. Hania zadeklarowała, że po wyleczeniu ma dla nich dom tymczasowy, który je będzie socjalizował i będzie im szukała docelowego miejsca na ziemi.

Na razie Ewa „wpycha” im tabletki antybiotyku i powoli zaczyna tłumaczyć, ze człowiek nie jest taki zły. Malce dają brać się na ręce, choć nie są zbyt szczęśliwe z tego powodu, ale to wszystko kwestia czasu.
Z nowymi domkami też chyba nie będzie łatwo, bo jeden z kociaków to zwykły burasek, choć ma urzekającą mordkę z jasnym śliniaczkiem, no ale mimo wszystko to zwykły buras. No a drugi… takiego dzikuska jeszcze nie miałyśmy. Umaszczenie kota syjamskiego – jasnokawowy, ciemniejsze łapki, ciemniejszy pyszczek i ogon i do tego jasnoniebieskie oczy. Po tego kociaka będą się pchali różni ludzie, a niekoniecznie dobre domy.  No nic, zobaczymy jak będzie.
Na razie zaopatrzyłam dzieciaki w dobrą karmę i żwirek i leczymy. Jeśli ktoś chciałby pomóc – prosimy o wpłaty na nasze konto z dopiskiem – kociaki w hoteliku. Numer konta znajda państwo na sronie głównej, po prawej stronie na dole.
A oto bohaterowie tej historii, zdjęcia na razie bardzo kiepskie, bo na lepsze warunki chwilowo nie pozwalają.

Aktualizacja 11.01.2012

Dzieciaki maja FB – Hania złożyła http://www.facebook.com/events/193120357451166/ bywających tam zapraszam do rozsyłania.
Maluchy robią już pewne postępy socjalizacyjne, zaczęły jeść w obecności Ewy, wcześniej jadły dopiero gdy zostawały same, no i dziś po nocy były w klatce ślady demolki, znaczy zaczynają się bawić. Gdyby kociaki juz trafiły do domu, oswajanie poszłoby migiem.
A no i chłopcy mają już imiona Tygrysek (burasek) i Pompon (syjamek)

 

Panna Marple – persiczka z worka – potrzebna kosztowna operacja!

Iwonka, a właściwiePanna Marple, jest dojrzałą kocią damą. Ma ok 8 lat. Została znaleziona wraz z dwoma innymi kotami w worku na jednej z łódzkich klatek schodowych… trafiła do schroniska w bardzo złym stanie: zamiast futra jeden kołtun, powrastane pazurki, które przebiły paluszek, zęby w tragicznym stanie i do usunięcia…
Kołtun zostało ogolony, ząbki, które tego wymagały – usunięte.
Niestety okazało się też, że  Panna Marple ma nowotoworowe zmiany w obu uszkach. Leczenie – tylko operacyjne. Zabieg jest trudny i kosztowny.
Na razie zostały zrobione badania diagnostyczne, których wyniki są niezbędne przed podjęciem decyzji o zabiegu.
Czekamy bardzo niecierpliwie na te wyniki i liczymy że zabieg będzie można przeprowadzić, ale do zabiegu potrzeba czegoś jeszcze, tego co zwykle – niemałych finansów….
Dlatego prosimy o wsparcie dla Panny Marple.
Na szczęście Kicia znalazła cudowny Dom Tymczasowy i wszystkie te zabiegi są możliwe do przeprowadzenia, ma swoje miejsce i troskliwą opiekę wspaniałych osób – to czego brakuje to finanse – dlatego po raz kolejny zwracamy się do Państwa z prośbą o wsparcie dla tej kochanej perskiej dziewczynki, która tak wiele już przeszła, a nadal tak bardzo kocha ludzi…
Tak pisze o niej obecna opiekunka, Magda:
„Ona jest taka kochana, mrucząca, przytula się i potrzebuje kontaktu z człowiekiem; mimo tych wszystkich nieszczęść, które jej się przytrafiły. Patrzy z jakimś takim smutkiem, ale zawsze chętnie najpierw nadstawia łepek do pogłaskania, a później cała pakuje się na kolana i przytula”.

Teraz, w Domu Tymczasowym będzie zadbana i bezpieczna; z niewielką pomocą przyjaciół (With a Little Help from Our Friends) będzie także zdrowa.
Bardzo prosimy o pomoc w leczeniu Panny Marple – kupując cegiełki na tej aukcji, pomożecie tej konkretnie kociej bidzie – Pannie Marple.

Życie to rzecz bezcenna. A kotunia mimo tragicznych doświadczeń – kocha ludzi i bardzo chce żyć.

 Wszystkim tym, którzy chcą pomóc wpłacając pieniążki na konto – będziemy przeogromnie wdzięczni. Wpłaty prosimy kierować na:
38 1370 1109 0000 1706 4838 7307

Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa
KRS 0000135274
NIP: 525-21-91-290
Bank DnB NORD Polska S.A.
Z dopiskiem: darowizna dla Panny Marple

allegro cegiełkowe dla Panny Marple: http://allegro.pl/show_item.php?item=2092769390

 2012-02-01
Mamy już wyniki kompleksowych badań krwi. Niestety podwyższony mocznik i kreatynina – trzeba kotkę dać na dietę dla nerkowców i ipakitine i za 10 dni powtórzyć badania. W zależności od wyników będzie wiadomo czy to przejściowe pogorszenie czy też kotka cierpi dodatkowo na niewydolność nerek. Zabieg chwilowo odłożony – najpierw trzeba zająć się nerkami i stabilizacją stanu kotki.
 

Malwinka – spod sklepu

Malwinkę jakiś czas temu wypatrzyła pod sklepem Kasia, kiedy nadeszły mrozy a Malwinka nadal tam była Kasia nie mogła jej tak zostawić. Malwinka żebrała pod sklepem o jedzenie, brudna, ale wciąż kochająca ludzi i na ich widok przebierająca łapkami. Kochana koteczka – jest młoda, ma około 1,5 roczku, jutro przejdzie zabieg sterylizacji – jest już odrobaczona. Obecnie koteczka przebywa w lecznicy, dziś dzięki Asi miała sesję foto. Musimy szybciutko znaleźć jej dom tymczasowy lub stały bo jeden z rezydujących w lecznicy kotów naszej Malwinki nie polubił i ciągle ją gania :(

Gucio już w swoim domku

Dziękujemy serdecznie Marcie i Sebastianowi za wspaniały domek dla Guciolka. Gucio był u nas w domu tymczasowym trzy miesiące, to czas niby krótki, ale jak dla nas bardzo długi – by poznać kociego jegomościa i pokochać. Szukaliśmy dla Gucia domu wyjątkowego takiego na jaki zasługuje. Gucio jest delikatną i charakterystyczną istotką, mało miauczy, dużo gada po swojemu, barankuje, mruczy jak tylko zwróci się na niego uwagę, jest delikatny i bardzo łagodny – taki troszkę kocio-pies niż kocio-kot, jednym słowem potrafi wkraść się w człowieka (w nas się wkradł). Marta z Sebastianem wypatrzyli Gucia w ogłoszeniach na stronie schroniska, w tym samym dniu w którym rozmawiałyśmy po raz pierwszy, zjawili się wieczorem poznać Gucia dodatkowo przyjechała mama Marty. Guć mieszka z Martą i Sebastianem, Sebastian w domu nie miał zwierzaków Marta dwa koty i psa w tym jeden kot adoptowany po śmierci siostry mamy. A jak wiemy wiele kotów po osobach zmarłych trafia na ulicę bądź do schroniska, tym bardziej upewniłam się, że rozmawiam z osobami odpowiedzialnymi i wrażliwymi. Pierwsze spotkanie odbyło się „po japońsku” czyli siedzieliśmy na dywanie w towarzystwie psa – Rudej, i kotów Milki i Gucia. Miła rozmowa, ufam takim ludziom, tak po prostu od pierwszego poznania, to się wie gdzieś w środku. Marta i Sebastian zostawili koce, ręczniki, gąbkowe poduchy i zabawki dla schroniskowych kociastych, jako odwdzięczenie się , jak to Marta ujęła za Gucia. Pierwsze relacje z domku, mały nie pewny, nie chce jeść. Za to drugiego dnia szaleństwo, jedzenie za dwóch, barankowanie i podbijanie nowego terytorium. Trzeciego dnia otrzymałam zdjęcie mamsem Guć śpi kołami do góry, czuje się bezpiecznie. Cieszę się, że Guć szybko przywykł do nowej sytuacji, mnie chyba zajmie to jeszcze chwilkę czasu tęsknie za tym małym stworkiem… ale wiem, że trafił do wspaniałego domu, a następne małe zagubione istotki czekają na lepsze jutro

a my dziękujemy Kasi i jej Rodzince za wspaniałą tymczasową opiekę nad Gustawem :)

KOTYlion – z miłości do kotów

Strona powstała z miłości do kotów i z potrzeby niesienia im pomocy.

Jesteśmy grupą przyjaciół, których połączył jeden cel - pomoc kotom porzuconym, niechcianym, niczyim.

Jesteśmy z Łodzi i pomagamy przede wszystkim łódzkim kotom.

Grupa Kotylion znajduje się pod opieką Fundacji Viva! Jesteśmy formalną grupą, działająca na rzecz pomocy kotom, tworzącą domy tymczasowe, pomagającą kotom wolno żyjącym i przebywającym w Łódzkim Schronisku dla Zwierząt oraz sterylizującą koty wolnożyjące.

Jeśli chcesz wesprzeć nasze działania możesz dokonać wpłaty na nasze subktonto w Fundacji Viva!, z którego wszystkie zebrane środki są przeznaczane na pomoc naszym podopiecznym (pieniążki trafiają bezpośrednio do nas i pomagają naszym kotom).

38 1370 1109 0000 1706 4838 7307
Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt - Viva!
ul. Kawęczyńska 16 lok. 42a
03-772 Warszawa
KRS 0000135274
NIP: 525-21-91-290
Bank DnB NORD Polska S.A.

dane do przelewów zagranicznych:

SWIFT: MHBFPLPW

Numer konta w standardzie IBAN - PL38137011090000170648387307